Do porannej kawy przeczytałam tekst Krystyny Jandy. Link
poniżej. Przeczytajcie koniecznie. Nie dlatego, że świetnie napisany, że na
czasie, że ważny. Przeczytajcie, bo jest
on potrzebny każdemu z nas. Od prawa do lewa, młodym i starym, biednym i
bogatym.
https://kobieta.onet.pl/ludzie-nie-macie-pojecia-ze-tuz-obok-niedaleko-jest-taki-straszny-swiat-felieton/v3hfht8?utm_source=www.facebook.com_viasg_kobieta&utm_medium=social&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&utm_v=2
Tekst napisany przez znaną polską aktorkę ma szansę przebić się
i dotrzeć do świadomości bardzo wielu ludzi. Napisany na podstawie osobistych przeżyć,
jest bardzo autentyczny i o wiele bardziej przekonujący, niż najbardziej drobiazgowe
raporty. Dotyka problemu, o którym starannie milczymy i z którym kompletnie nie
umiemy sobie poradzić.
Podobne obserwacje, co autorka przytoczonego felietonu, miałam rok temu, gdy moja Mama trafiła do
szpitala. Miałam szczęście w nieszczęściu, bo w odróżnieniu od Warszawy, w
Poznaniu nie ma oddziału geriatrycznego, więc Mamę zawieziono na dyżurną
kardiologię, a tam widziałam te same obrazki, które opisuje Krystyna Janda,
tylko na mniejszą skalę. Na oddziale leżeli ludzie w różnym wieku, choć w sali mojej
Mamy same staruszki. Natężenie napięcia emocjonalnego podczas wizyt w szpitalu
było więc znacznie mniejsze, ale i tak pozostało w pamięci i uwiera.Tekst Pani Jandy jest dla mnie ważny nie tylko z powodów wspólnoty obserwacji. Dał mi nadzieję, że jednak problemy związane ze starzeniem się społeczeństwa, będą nagłaśniane i systematycznie rozwiązywane. Z takim przesłaniem zgłaszałam swoją gotowość do pracy w Miejskiej Radzie Seniorów, a z nadzieją na skuteczne działanie, postanowiłam zostać wiceprzewodniczącą MRS.
Cały tekst Krystyny Jandy powinien służyć jako inspiracja do działania wszystkich, którzy chcą zrobić coś dobrego w życiu. Politycy i społecznicy pewnie myślą podobnie, jak autorka, tylko w praktyce wszystko się jakoś rozmywa. W Poznaniu, mieście ponad 146 000 seniorów, nie ma szpitalnego oddziału geriatrycznego nie ma także odpowiedniej do zapotrzebowania sieci poradni geriatrycznych.
Po prostu nie ma i już.
Jak ważna jest tego rodzaju opieka wie tylko ten, kto doświadczył szczęścia opieki nad starzejącymi się rodzicami. Słowa szczęścia używam tutaj świadomie, bo tak jak mówimy o cudzie macierzyństwa wielkiej radości z faktu bycia rodzicem, tak powinniśmy myśleć o starości. W zakresie opieki nad matką i dzieckiem w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zmieniło się bardzo wiele. Nie ma porównania z tym, czego doświadczałyśmy, jako matki kilkadziesiąt lat temu. W sprawie opieki nad starymi ludźmi jest chyba znacznie gorzej, niż było. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie, kiedy słucham opowieści moich wielu koleżanek, które muszą pogodzić opiekę nad starzejącymi się bliskimi, z obowiązkami zawodowymi i własnym życiem. W jednym są zgodne – znikąd pomocy.
Niestety, trzeba się z tym zgodzić.
A przecież opieka medyczna to tylko jeden z tysiąca innych nierozwiązanych problemów ludzi w wieku późno dojrzałym i starych.
Po lekturze tego felietonu mam jeszcze jedną smutną refleksję. Ciekawi mnie ile osób, które czytały ten tekst, pomyślało, że mogą (o ile będą mieli szczęście mieszkać w mieście, w którym będzie oddział geriatryczny) doświadczyć osobiście pobytu na takim oddziale. Ile osób przeczyta ten tekst z osobistej perspektywy, a nie tylko jako kolejny niezałatwiony problem społeczny. Pewnie niewielu, bo lepiej się nie martwić na zapas. Możemy iść w zaparte, odrzucać fakt starzenia się naszego organizmu i bardzo zabiegać o świetną kondycję, ale trzeba przyjąć, że kiedyś i nas dopadnie starość, choroba, może samotność.
Nie wierzę, że nic nie można zrobić, by było lepiej
Wiem, że można zaniechać.
Wiem też, że nie wolno!







