Miejsca wspólne

14:00

W czasie, kiedy Polskę rozświetlał łańcuch światła i odbywały się narodowe spacery w słusznej sprawie, ja odwiedzałam rodzinne strony mojego Męża, czyli podkarpackie. Dla mnie – rodowitej poznanianki,  te wyprawy to zawsze bardzo pouczające doświadczenie. Na szczęście w odwiedzanych domach spotykałam podobnie myślących, więc  w nabożnym skupieniu oglądaliśmy relacje z wieczornych spacerów ludu polskiego i z nikim nie musiałam się zetrzeć na poglądy i racje. Ale i tak udało mi się wywołać poruszenie i doprowadzić krewnych mojego męża do śmiechu, kiedy…. przyznałam się, że chodzę do szkoły. Najpierw był chichot, potem pytanie  - TY??? A później kilka jednocześnie
A po co?
A co ci to da?
W tym wieku?
I na koniec obowiązkowe – Chce ci się?

 
I to niedowierzanie wypisane na twarzy oraz spojrzenie pytającego przepełnione pobłażliwością i współczuciem. Bo, jak wiadomo, chodzenie do szkoły to dopust boży, udręka i tylko potłuczeni chodzą, bo mądrzy już nie muszą. Wiem to od lat, bo w niejednym polskim domu byłam, z niejednego pieca chleb jadłam. Dlatego nie dziwi mnie wcale reakcja mieszkańców Podkarpacia. Z pewnością w Poznaniu nie byłoby inaczej. Polski system edukacyjny tak skutecznie zabija potrzebę rozwoju, że przez wiele kolejnych pokoleń tego nie odczarujemy. Ale to nie znaczy, że mamy rezygnować. Dlatego potrzebę edukacji i rozwoju głoszę wszędzie, a potrzebę rozwoju seniorów tym bardziej. Tyle, że w tym przypadku opór zdecydowanie większy.
Do grupy seniorów uczestniczących w Podyplomowych Studiach Senioralnych - Dziennikarstwo Obywatelskie, organizowanych przez Wyższą Szkołę Umiejętności Społecznych w Poznaniu trafiłam absolutnie przez przypadek. Potem, gdy już wiedziałam więcej o tym pomyśle, namawiałam innych starszaków, ale bezskutecznie. Inicjatywa studiów senioralnych ma charakter pilotażowy i uczestniczy w niej tylko kilka osób, mimo, że udział jest bezpłatny. Jestem pewna, że pora wakacyjna wzmocniła niechęć do rozwoju. Zajęcia rozpoczęły się w lipcu i przez kilkanaście dni zdobywałam nowe kompetencje w towarzystwie moich sześciu, równie mocno jak ja, zdeterminowanych kolegów. Średnia wieku w tej pierwszej w Polsce grupie studentów-seniorów jest słuszna, głowy siwe,  ale ciekawe świata.
Udział w tym projekcie daje mi wiele okazji do refleksji.
Po pierwsze pozytywne zaskoczenie bardzo poważnym traktowaniem grupy i projektu przez realizatorów. Bałam, że na zajęcia do seniorów pójdą przypadkowi prowadzący. Niestety mam takie doświadczenia z innymi formami szkoleniowymi organizowanym dla seniorów. Pisałam o tym na swoim blogu. Nic takiego nas nie spotkało. Zajęcia z naszą grupą prowadzą naprawdę świetnie przygotowani fachowcy - prof. Michał Iwaszkiewicz, dr Jolanta Hajdasz, dr Marcin Hermanowski, red. Andrzej Piechocki. Mają wiedzę i ogromne doświadczenie zawodowe, a ono powoduje, że kilka godzin zajęć przelatuje niepostrzeżenie. Mała grupa słuchaczy to także walor, bo ułatwia obustronny kontakt. I jest jeszcze jedna rzecz, której już chyba, gdzie indziej nie uświadczysz – nieskrywana ciekawość odbiorców w połączeniu z otwartością prowadzących. Nikt nic nie musi. Wszyscy chcą. Czy można chcieć więcej? 
Na pytanie „ale po co ci to?” odpowiadam, żeby lepiej rozumieć świat i ludzi. Świat, zjawiska społeczne tłumaczą, objaśniają mądrzejsi ode mnie. Tłumaczą, często mimochodem, rzeczy które mnie dziwią, irytują, których doświadczam. Po zajęciach z „Polskiego systemu medialnego” zrozumiałam wiele zjawisk dotyczących rzeczywistości w której żyję, na lektoracie mediów ćwiczę swój warsztat (naprawdę w bólu i mitrędze). Ćwiczę głowę, pióro, samodyscyplinę – same korzyści. To wszystko wpływa na poczucie własnej wartości, a w konsekwencji na jakość życia. No to chyba jest po co?
A prócz tego jest jeszcze jedna wartość. Siedzimy w tej klasie wszyscy prawie z jednego pokolenia. Na przykładzie tej małej grupy można by pokazać mapę polskich podziałów politycznych, bo reprezentujemy bardzo różne poglądy. Od skrajnej prawicy, po skrajną lewicę. Łączą nas tylko wspólne książki, piosenki, seriale i wspomnienia z PRL-u. Oczywistym jest fakt, że próby dyskusji o mediach (a więc także o władzy, wpływach  i polityce) kończą się często burzą z ogniem w oczach. Ale potem trzeba znowu wejść do sali i w praktyce stosować „poszanowanie cudzych poglądów”. Łatwo nie jest, ale jak trzeba, to można.

A trzeba!
Po lipcowych spacerach jestem pełna nadziei, że zbliża się czas, kiedy będziemy musieli zacząć zakopywać rowy. W tym celu będziemy potrzebowali miejsc wspólnych. Stały się nimi place, gdzie przychodzimy, by razem być. Mogą to być szkoły. Pewnie mogą także inne miejsca.
Ważne, by w nich otwierać głowy.
Wiek, w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia.
Ja już ćwiczę!

0 komentarze